Jestem jedną z tych szczęściar, które etap ciąży wspominają na prawdę świetnie. Nie miałam żadnych wymiotów, uporczywych zgag (jedynie raz na jakiś czas ale nie uprzykrzające życia), żadnych opuchniętych kostek, chodzenia okrakiem ani hemoroidów! Gdyby nie przedwczesna wycieczka do szpitala pewnie do samego porodu chodziłabym do pracy. Mimo wielu przykrych i niemiłych zmian które zaszły w naszym życiu niezależnie od nas… ciążę przetrwałam w spokoju. Ba! Nawet czułam się jakby bardziej doceniana, chwalona i traktowana według specjalnych względów. Nawet wspominając ten okres mojego życia mam ochotę go powtórzyć. Muszę jednak kompletnie wyleczyć się z paniki przed porodem, a jestem już na dobrej drodze. Nie minęły 3 miesiące a ja już myślę o kolejnym dziecku.
NA POCZĄTKU…
Z trzech trymestrów najpiękniejszy był oczywiście drugi, a najgorszy pierwszy. Pomijając moment ekstremalnego szczęścia, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, to właśnie na początku było mi najciężej. Po takiej wspaniałej informacji emocje troszkę opadają i zaczynają wkradać się obawy. A jak będzie chora, a jak okaże się, że ma jakąś wadę rozwoju, a może ja będę złą matką, co jeśli nie podołam zadaniu? Mnóstwo stresu, strachu, a nawet przerażenie dotyczące totalnej zmiany dotychczasowego życia burzy radość z małej fasolki, którą oglądasz na USG. Libido przy tym obniża się do przynajmniej minus jeden! Do tego dochodzi panika, bo przecież już będąc w ciąży piłaś alkohol! Niby raz czy dwa ale to przecież absolutnie niewskazane! I przecież powinnaś czuć już wcześniej, że coś się w Twoim organizmie zmieniło. Mimo iż robiłam test co miesiąc, raz będąc już w ciąży, test wyszedł negatywnie. Dopiero w momencie gdy zbyt długo jak na mój przed okresowy stan utrzymywała się bolesność piersi zrobiłam drugi test, który wyszedł oczywiście poprawnie. Folik na szczęście brałam już trzy miesiące przed stanem błogosławionym, więc złożyło się świetnie. Pamiętaj! planując ciążę należy kwas foliowy dostarczać do organizmu również w postaci tabletek. Oprócz tego wcinać wszystko co zielone!
Pamiętam jak mój mąż obudził mnie rano i powiedział, że miał świetny sen o tym, że jestem w ciąży. Zrobiłam wtedy wielkie oczy bo przecież planowałam zaraz po przebudzeniu zrobić test. Przyleciałam do Niego oszołomiona wynikiem pytając czy to mu się śniło i pokazałam wyczekane dwie kreseczki. Oboje byliśmy przeszczęśliwi i odliczaliśmy godziny do wizyty u ginekologa aby potwierdzić wielką nowinę. Tak się właśnie zaczęła ta piękna przygoda.
KILKA LEKKO NEGATYWNYCH STRON
Owszem, było parę ciężkich dolegliwości, ale wszystkie były do przeżycia. Najciężej wspominam nocne wstawanie do łazienki. Przez całą ciążę. Co trymestr to częściej. W ciągu dnia było to do przeżycia ale w nocy dawało w kość. Pod koniec nawet i 3 razy w nocy. Dla takiego śpiocha jak ja to totalny kosmos, zwłaszcza w trzecim trymestrze, kiedy ciężar do podniesienia jest nieco większy, a mechanizm powstania z łóżka polega na porządnym rozbujaniu się do pozycji stojącej. Teraz przy mojej kruszynce otwieram w nocy tylko oko żeby ją nakarmić bo nocne przebieranie trwało tylko do drugiego miesiąca. Teraz przez noc ledwo moczy pieluszkę.
Spanie w ciąży zalecane jest poza tym jedynie na boku i to najlepiej na lewym, bo nie uciska się jakiejś głównej żyły zmniejszając tym dopływu krwi. Nie chcemy przecież spowodować niedotlenienia płodu! Ja na szczęście uwielbiam spać na boczku.
Następnie dokuczał mi
zatkany nos (tylko w I trymestrze), który kompletnie uniemożliwiał mi spanie w nocy. Oddychając buzią po prostu nie zasnę, a dotychczasowy niezawodny Otrivin jest w ciąży zabroniony. Próbowałam dosłownie wszystkiego. Od wody morskiej po parówki z przeróżnych ziół i kremy pod nos. Istna tragedia bo do pracy wstawałam wtedy niewyspana i zła. Na szczęście mogłam sobie folgować i przychodzić później, ale nerwy i tak zostawały. Na początku ogółem chodziłam chyba bardziej zmęczona i niewyspana niż zwykle. Kolejną dosyć kiepską ale do przeżycia stroną stanu ciężarnego jest
huśtawka nastrojów. Jestem z reguły osobą wrażliwą i płaczliwą, ale w ciąży osiągnęłam swoje apogeum. Wiadomo o co chodzi – z płaczu w śmiech i ze śmiechu w nerwy. Coś w tym faktycznie jest. Poważnie potrafiłam nagle stracić humor doszczętnie i przeżywać ból egzystencjalny, aż mój mąż mnie jak zwykle nie rozśmieszył. Na domiar złego obudził się we mnie
wstręt do niektórych zapachów. Nie byłam w stanie spokojnie otworzyć lodówki, bo śmierdziało mi z niej niemiłosiernie, a kawę musiał zaparzać mi mój mąż, choć wypić już ją mogłam ze smakiem.
KILKA POZYTYWNYCH STRON
Drugi trymestr był dla mnie rewelacyjny. Na USG wyszło wszystko w porządku więc mogłam już spać spokojnie. Libido wzrosło o jakieś 200%, a przede wszystkim poczułam pierwsze ruchy maleństwa. Mam chyba ze sto filmików gdzie chciałam ująć moment kiedy się rusza. Pamiętam chwile kiedy trzymałam się za brzuch oczekując każdego drgnięcia. Za pierwszym razem – dosłownie w połowie ciąży, myślałam, że zwariuję ze szczęścia jak poczułam jej ruch! Nie trudno się domyślić, że leżałam tak z rękami na sobie i bananem na twarzy przez kolejne parę tygodni zanim stało się to normalne. Jak wariatka podnosiłam bluzkę i szukałam kompana do obserwowania razem ze mną mojego szczęścia. Po prostu nie mogłam się opanować.
Trzeci trymestr również przebiegł u mnie całkiem przyjemnie. Miałam lekkie zadyszki po zwykłym spacerze, bo dzieciątko naciskało na płuca i z resztą na wszystkie moje wnętrzności. Było mi oczywiście ciężej i chodziłam trochę inaczej, ale nie rozstawiałam nóg na boki przy każdym kroku. Nie miałam takiej potrzeby, bo brzuch mi w chodzeniu nie przeszkadzał. Po prostu męczyłam się szybciej. Do tego dochodzi lustrzyca i problemy ze schylaniem, a także porządnie rozpychające się maleństwo w brzuszku. Czasami tak się rozhulała, że do łazienki chodziłam co 5 minut. Mimo to, każdy jej ruch był dla mnie fantastyczny. Niekiedy przerywany zaciskaniem zębów z bólu, ale wciąż było to odczucie wiążące się z radością jaką jest mały ludek rosnący w Twoim brzuchu. Nawet w siódmym miesiącu ciąży podróż do Chorwacji samochodem była mi niestraszna. Właściwie gdyby nie ciągła potrzeba toaletowa, mogłabym przespać całą trasę. Przez ciążę przytyłam jedynie 10 kilo czyli praktycznie urósł mi sam brzuszek. Czułam jednak, że woda zatrzymywała mi się w organizmie. W końcu piłam ją na siłę litrami, bo jak mus to mus.
Ciąża świetnie wpłynęła na mój wygląd, i nie prawdą jest zabobon, że dziewczynka zabiera urodę. Nie miałam również charakterystycznego dla dziewczynek kształtu brzucha, a w zachciewankach dominowały wszystkie smaki. Moje włosy nabrały blasku i cera zrobiła się promienna. Może to też kwestia witamin dla kobiet w ciąży? Kto wie.. niby teraz dalej je biorę, ale już takich efektów nie widać. Lepiej zawsze wygląda się podczas lata więc możliwe też, że to ze względu na pogodę. Zimą powinnam najlepiej zakopać się w norze i przehibernować jak niedźwiedź.

Akurat to, że ciągle byłam głodna wcale mnie nie dziwiło, bo potrafię zjeść więcej niż mój mąż. Poza tym jak jestem głodna to bez kija nie podchodź. Teraz chyba zmiękłam przez macierzyństwo i nawet jak jestem głodna to patrząc na moją córeczkę rozpływam się jak czekolada. Ale wracając do tematu… to, że zaczęłam jeść słodycze (pod koniec II trymestru)… to dla mnie kompletny szok nie z tej ziemi. Na prawdę smakowały mi czekoladki! Ba! ciasta i batoniki osiągnęły równowagę z przyjemnością picia kawy! Przecież ja nawet obok cukierni przejść normalnie nie mogłam bo sam zapach wywoływał u mnie wymioty. Teraz też z chęcią wpierniczyłabym Prince Polo, ale czekolada (kakao) nie dość, że może dziecko uczulić to jeszcze spowodować zatwardzenie. Odrobinkę zawsze jednak można sobie “dziubnąć”. Na początku miałam etap kapusty i ogórków kiszonych. Potrafiłam zjeść cały słoik w jeden dzień. Włącznie z wisienką na torcie czyli kiszonym czosnkiem i wodą z ogórków. Jedzenie to była dla mnie kompletną ucztą dla podniebienia i zmysłów. Oprócz tego nie miałam żadnych większych kulinarnych zachciewanek (większych niż zwykle) i żadnych nocnych wypraw po truskawki. Piwo bezalkoholowe było “legalne” w małych ilościach i raz na jakiś czas, ale kompletnie mi nie smakowało.
I TAK NA ZAKOŃCZENIE…
Więcej grzechów nie pamiętam… szczerze się z nich cieszę i obiecuję powtórkę. Podobno druga ciąża jest kompletnie inna i dlatego każda matka ma nadzieję, że teraz kolej na płeć przeciwną. Niestety nie zawsze się to sprawdza. Kolejny poród również jest lepszy bo przeważnie przebiega dużo szybciej. Ja swój poród jeszcze trochę przeżywam, ale gdy patrzę na Oleńkę, czuję tylko wewnętrzne “DAM RADĘ JESZCZE RAZ”. Poza tym wszyscy twierdzą, że muszę zrobić sobie chłopaka bo Oleńka to czysty tatuś. Jeśli jednak znów będzie dziewczynka to będę miała dwie cudne córusieńki do kochania!!! Może tatuś się ze mną wtedy trochę podzieli 🙂 I can’t wait!