Masaż niemowlaczka najwygodniej jest rozpocząć zaraz po kąpieli. Większość dzieci jest wtedy spokojna, zrelaksowana i gotowa na nowe doznania. Z naszą Ola jednak tak łatwo nie jest. Wciąż robię podejścia z oliwka, żeby masaż sprawiał jej przyjemność, a nie powodował płaczu czy złości. Zaczynam się zastanawiać czy ona czasem podobnie jak tatuś nie przepada za kremami i balsamami. Nie poddam się jednak tak łatwo, ponieważ masaż to bardzo ważny element pielęgnacji niemowlęcia. Mam nadzieję, że w końcu przekona się jakie to przyjemne. Na ten temat można usłyszeć czy przeczytać same plusy i superlatywy. Przede wszystkim uspokaja, wycisza i relaksuje zarówno dziecko jak i wykonującego masaż rodzica. Podobno wraz z kąpielą reguluje rytm dnia dziecka. Może w końcu po kąpieli maleńka będzie normalnie zasypiała, bo do tej pory mam wrażenie, że kąpiel działa na nią pobudzająco. Okrężne i podłużne ruchy, poprawiają trawienie niemowlaczka. Co ciekawe takie głaskanie małego ciałka potrafi również podnieść odporność organizmu, i stymulować układ hormonalny.

Masaż Shantala warto wykonywać regularnie 3-4 razy w tygodniu, a najlepiej codziennie. Jeśli dziecko jednak nie chce poddać się tym zabiegom, masaż należy przerwać, ponieważ ma to być przyjemność, a nie drażniąca konieczność.
Maleństwo nie zna jeszcze granic swojego ciała, a dotyk pozwala mu je poznać, wzmaga jego samoświadomość. To automatycznie przekłada się na
poczucie bezpieczeństwa. Niemowlę jest głaskane, masowane, a przyjemny dotyk kojarzy się z
okazywaniem uczucia. Matki z radością mogą nacieszyć się mizianiem i głaskaniem się za wsze czasy. Dla nas to też zarówno przyjemność jak i nauka reakcji, zachowań i potrzeb dziecka. W ten sposób uczymy się zrozumieć nasze maleństwo. Masażem
budujemy między nami jeszcze większą więź. Uczymy się siebie nawzajem. Ponadto matka poprawia pewność siebie w kwestii umiejętności opieki nad dzieckiem. Sprawdza się w nowej roli. Może i nie złagodzę czy też nie zapobiegnę poporodowej depresji ponieważ takowej nie miałam, ale podobno również wpływa to korzystnie na kobiety dotknięte takim baby blues. Bardzo chciałabym, żeby Oleńka polubiła masaże. Zazwyczaj jednak zanim dotrę do etapu rączek, wykrzywia się i zaczyna płakać. Sposób wykonania masażu pokazany jest na wielu filmikach na youtube. Ja skorzystałam akurat z
TEGO
W Polsce istnieje
szkoła masażu Shantala, o której można poczytać na ich stronie internetowej. Czytamy tam, że:
Masaż Shantala jest starożytną techniką masażu niemowląt oraz dzieci, wprowadzoną na europejski grunt przez francuskiego położnika Frederique Leboyer. Wielką popularnością cieszy się w USA i Kanadzie. W Europie masowanie dzieci jest szczególnie popularne w Holandii, skąd praktyka ta została sprowadzona do Polski. Regularne masowanie ma pozytywny wpływ na dziecko, jak również na matkę czy inną osobę wykonującą masaż. Ten rodzaj masażu każdy może wykonywać z łatwością, jego technika wykonywania jest stosunkowo prosta do nauczenia.
Na stronie internetowej przytoczono fragmenty z książki Joanny Kaczara „Masaż niemowlęcia” (wydawnictwo Astrum, www.astrum.wroc.pl ). Dla leniwych wrzucam najważniejszy fragment:
Badania nad kulturami różnych narodów wykazały, ze w społeczeństwach, w których dzieci są masowane, tulone, kołysane, noszone na rekach i karmione piersią, dorośli są mniej gwałtowni i agresywni, wykazują większa gotowość do współpracy i są bardziej skłonni do okazywania współczucia. Tak wiec masaż to o wiele więcej niż tylko rozkoszne doznanie zmysłowe – jego różnorodny wpływ na życie dziecka wybiega daleko w przyszłość. Rodzicom zaś daje poczucie pewności siebie i świadomość, ze oto jest jeszcze cos ważnego, co mogą dla swego dziecka zrobić…
Bezpośredni kontakt dotykowy z matka stanowi dla niemowlęcia źródło doznań kinestetycznych oraz bodziec stymulujący rozwój układu nerwowego.
Masaż stanowi czynnik wspomagający bardzo istotne stadium rozwoju osobowości dziecka.
Zaspokojenie potrzeby kontaktu emocjonalnego (realizowanej w pierwszym okresie przede wszystkim w kontakcie z jedna osoba – najczęściej matka) gwarantuje dziecku poczucie bezpieczeństwa.
Okazuje się, ze rodzaj stosunków, jakie nawiązujemy z innymi ludźmi w dojrzałym wieku, jest odbiciem typu więzi, jaki wytworzył się juz w dzieciństwie. Ludzie, którzy w tym okresie mieli zapewnione poczucie bezpieczeństwa (którym rodzice poświęcali dużo uwagi, brali na ręce, słuchali i mieli z nimi dobry kontakt wzrokowy; krótko mówiąc: którzy byli kochani i pielęgnowani we właściwy sposób), nie maja zwykle kłopotów w nawiązywaniu bliskich kontaktów z innymi ludźmi. Są ufni i sami budzą zaufanie. Ich związki z partnerami są szczęśliwsze, trwają dłużej i stosunkowo najrzadziej kończą się rozwodem. Natomiast dzieci, które w dzieciństwie pozbawione były takich więzi, cechuje stały niepokój i brak poczucia bezpieczeństwa. Są mniej współczujące i trudniej im zapewnić sobie pomoc ze strony innych ludzi. Nie potrafią też nawiązywać intymnego kontaktu: ich przyjaźnie czy małżeństwa często padają ofiara zazdrości, leków i oporów przed zbyt silnym zaangażowaniem się.
Tak wiec wartości stanowiące istotny element masażu dziecka, takie jak zaufanie, miłość, współczucie, ciepło, otwartość czy szczerość, będą z pewnością procentować w wieku dojrzałym. (…)

W książce podkreślona jest również wartość przytulania, noszenia i kołysania dzieci. Autorka zaznacza jak dobroczynny wywierają wpływ na dziecko. Wciąż prowadzę debatę z moim mężem na temat przyzwyczajenia dziecka do noszenia. On zawzięcie uważa, że dziecko się przyzwyczaja, a ja uparcie twierdzę, że dzieci rodzą się z charakterem i jeśli będą miały potrzebę tulenia to choćby nie wiem co nie zmieni się tego jakimś przyzwyczajeniem. Taką potrzebę trzeba zaspokoić i koniec. W przeciwnym razie Twoje dzieciątko będzie czuło się odrzucone, a kto jak nie Ty ma za zadanie pokazać mu, że jest dla Ciebie najważniejsze. Dziecko nie panuje jeszcze nad swoimi potrzebami. Przecież taka mała kruszyna nie powie na głos żeby ją ukołysać, a taka prośba jest naturalną ludzką potrzebą. Każdy z nas lubi się czasem przytulić, a szczególnie niemowlę.
Z drugiej jednak strony nie powinno się też przesadzać. Nie trzeba za każdym razem biegnąć jak szalona kiedy dziecko zapłacze, żeby je wziąć w ramiona. Powolutku uczymy się potrzeb dziecka i z czasem wiemy kiedy ma pełną pieluszkę, kiedy potrzebuje zjeść, przytulić się czy po prostu potrzebuje więcej uwagi. Jeśli dziecko jest bardzo absorbujące, a nie chcemy nosić go na okrągło to kołyszemy dopiero wtedy gdy zawiodą inne metody odwrócenia uwagi od płaczu: gadanie, śpiewanie, grzechotanie grzechotką, szeleszczenie, skakanie a nawet tańczenie. A jak często będzie pojawiać się taka sytuacja zależy tylko wyłącznie od Twojego dziecka. Jeśli masz bardzo wymagającą latorośl, to po prostu lipshton i tyle 🙂 Jeśli Twoje maleństwo ciągle domaga się noszenia, zainwestuj w chustę albo nosidełko (o ile główkę trzyma już sztywno), można mieć wtedy dwie wolne ręce, a więc wilk syty i owca cała. Kiedy kręgosłup odmawia posłuszeństwa to pozostaje Ci usiąść przy dziecku i nie zostawiać go samego z płaczem, licząc na to że się uspokoi. Jeśli ktoś uważa inaczej… Nie ma sprawy.. Nikt tu nie próbuje nikogo namawiać. Już wystarczy mi dyskusja z mężem 🙂 Mogę jedynie przytoczyć słowa kumpeli: „Spójrz, i jeden i drugi chowane dosłownie identycznie, a jeden nie potrzebował noszenia a drugi z rąk by nie schodził. I gdzie tu niby jakieś przyzwyczajanie.”
Dziecko tylko płaczem umie okazać swoje niezadowolenie i potrzeby dlatego nie można go zostawiać samego ze sobą w takiej chwili. Może i robię sobie na złość, ale jakoś tak patrzeć na płacz mojej perełki nie mogę i sama mam wtedy potrzebę ukoić jej smutek tulaszeniem na rączkach. Staram się jednak dozować nam tę przyjemność tak na wszelki wypadek.. żeby się mąż na mnie nie darł, że mu dziecko rozpieszczam 😉 A jeśli już kołyszę, to na wszystkie możliwe sposoby, gdyż takie huśtanie dobrze wpływa na stymulację układu przedsionkowego.