Kilka tygodni temu podłapałam ciekawy patent jak można szybko i sprytnie wykąpać naszego szkraba nie zalewając całej wanny wody. Nie dość, że nie jest to patent kosztowny – to śmiem rzec – ekonomiczny! Sprawa wygląda tak: Kupujemy w sklepie najzwyklejszą miedniczkę (moja kosztowała 14zł), wlewamy do niej ciepłą wodę, wrzucamy zabawki i wkładamy dzieciaczka. W ten sposób mamy:
-
zadowolone dziecko,
-
parę minut do wykorzystania,
-
zyski z oszczędzania na ciepłej wodzie.
Należy jednak pamiętać, żeby nie zostawiać maluszka samego. Trzeba zawsze brać pod uwagę ryzyko wywrócenia i zachłyśnięcia wodą. Można również zakupić jeszcze mniejszą miedniczkę i wlać wodę tak, aby nawet po przekręceniu dziecko nie miało możliwości się zanurzyć. Jeśli jednak dziecko jest już na tyle duże i sprytne aby się samodzielnie podnieść, możemy je spokojnie zostawić w kąpielowej swawoli i pozwolić na zabawę. Oczywiście ja i tak nie potrafię się oprzeć wspólnemu “ciapkaniu wodą”. Do tej pory właściwie cały czas kąpałyśmy się razem.


własne zabawy w kąpieli. Dla mnie czas wtedy zatrzymywał się i mogłam siedzieć w ciepłej wodzie godzinami. Cała masa zabawek – niekoniecznie typowo do kąpieli – pozwalała mi na uruchamianie machiny wyobraźni. W wannie mogłam siedzieć sama długi czas wymyślając różne mikstury i scenariusze zabaw. Obecnie mamy tak szeroki wybór przedmiotów do kąpieli, że nie sposób je wszystkie wymienić. Osobiście polecam dosyć tanie zestawy do zabawy – kubeczki z dziurkami (dostępne w Tesco) i czadową żabkę znalezioną w typowym sklepie dla dzieci. Niedługo będziemy polować na nowe gadżety – a jest w czym wybierać!